| Znalazła lekarstwo na samotność |
Wtorek, 30 marca 2010
O tym jak zostaje się „CZŁOWIEKIEM ZIEMI GLIWICKIEJ” w wywiadzie dla Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości Krystyna Jurczewska-Płońska laureatka tegorocznej edycji konkursu.
[Krystyna Jurczewska-Płońska] - To dzięki moim studentom, którzy uznali, że swoją pracą społeczną na rzecz Uniwersytetu Trzeciego Wieku zasłużyłam na to zaszczytne wyróżnienie. Od kilku lat konsekwentnie składali moją kandydaturę i w końcu się udało. To była moja piąta nominacja.
[KM] - Jakie było uzasadnienie Pani wniosku o przyznanie tak zaszczytnego tytułu?
[KJ-P] - Moi studenci, chcieli abym została wyróżniona za to, że nadałam nowy sens ich życiu. Przejście na emeryturę dla wielu ludzi, wcale nie jest radosnym momentem, lecz końcem aktywnego życia i początkiem przymusowej stagnacji. Nie wszyscy potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości, z jednej strony nadmiar czasu, a z drugiej znaczne ograniczenie możliwości kontaktu z innymi ludźmi. To wszystko powoduje, iż często popadają w depresję. Jeżeli ktoś ma rodzinę i to kochającą, to na ogół radzi sobie w nowej sytuacji całkiem nieźle, ale wielu moich podopiecznych, to ludzie samotni, którzy rodziny nigdy nie założyli, albo stracili partnera, a ich dorosłe już dzieci mają swoje życie.
[KM] - Tak więc Uniwersytet Trzeciego Wieku jest takim lekarstwem na samotność i społeczną alienację?
[KJ-P] - Dokładnie tak i chyba właśnie za znalezienie takiego lekarstwa zyskałam uznanie społeczne i zostałam nominowana do tytułu Człowieka Ziemi Gliwickiej. Moim marzeniem było wyciągniecie samotnych starszych ludzi z domowych pieleszy i nadanie ich życiu nowego sensu. Chciałam, żeby mogli zacząć się od nowa cieszyć się życiem, spełnić marzenia, których z powodu braku czasu (obowiązki rodzinne, praca) nie udało im się zrealizować w przeszłości. Teraz mają go nawet w nadmiarze i mogą robić praktycznie wszystko. Uczą się języków obcych, chodzą na lekcje tańca towarzyskiego, gimnastykę, aerobik, jogę a nawet tai-chi. Biorą udział w warsztatach malarskich, florystycznych i wielu innych.
[KM] - Pokonała Pani wielu znakomitych kandydatów, wśród których znaleźli się również ludzie, których Pani osobiście zna. Nie mają do żalu, że ich Pani „wyprzedziła” w kolejce do tytułu..?
[KJ-P] - Absolutnie nie. Jednym z nominowanych był dr inż. Tadeusz Grabowiecki Rektor Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości w ramach, której mieści się teraz Uniwersytet Trzeciego Wieku i proszę sobie wyobrazić, że kiedy wróciłam na uczelnie, jako laureatka, spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Władze przygotowały mi przyjęcie powitalne, były piękne kwiaty, szampan i gratulacje. W takich chwilach człowiek czuje, że to, co robi ma sens. Oczywiście nie było mowy o żadnym konkurowaniu, wszyscy cieszyli się razem ze mną. Pan Rektor w imieniu całej społeczności akademickiej złożył mi wyrazy uznania i życzenia, które naprawdę mnie wzruszyły.
[KM] - Jak wygląda życie prywatne Gliwicjusza 2009 roku, właściwie Gliwicjuszki?
[KJ-P] - Praktycznie nie mam życia prywatnego. Większość czasu poświęcam UTW. Mam oczywiście rodzinę. Męża i dorosłe dzieci, które założyły już własne rodziny. Niestety mam dla nich bardzo niewiele czasu, bo wciąż jestem aktywna zawodowo. Poza działalnością Uniwersytetu od ponad 20 laty prowadzę gabinet diagnostyki alergologicznej.
[KM] - Nie jest Pani czasem zmęczona takim nadmiarem obowiązków? Jest taki moment w życiu, że trzeba by było trochę zwolnić….
[KJ-P] - Absolutnie nie. Nie wyobrażam sobie życia bez pracy, ciągle mam nowe pomysły i chciałabym jeszcze wiele dla UTW zrobić. Moim marzeniem jest zdobycie dodatkowych środków z funduszy unijnych na rzecz Uniwersytetu, by nie musieć ograniczać swoich pomysłów.
[KM] - Nie wierzę, że tylko Pani pracuje. Na pewno znajduje Pani w swoim życiu trochę czasu na przyjemności.
[KJ-P] - Tak oczywiście, staram się także odpoczywać. Człowiek, żeby mógł efektywnie pracować musi regenerować siły, ale ja prawie zawsze wypoczywam czynnie. Moją pasją są podróże…. Przynajmniej dwa razy do roku wybieram się do jakiegoś egzotycznego kraju. Mam zamiar latem odwiedzić jeszcze niepoznane przeze mnie miejsca, a jest takich niewiele. Wybieram się do Argentyny i chciałabym „zahaczyć” o Chile.
[KM] - Bardzo ambitne plany…
Proszę powiedzieć, którą podróż wspomina Pani z największym sentymentem?
[KJ-P] - W tym tego roku wybrałam się do Kenii do miejsca dla mnie szczególnego. Można powiedzieć, że był to powrót do kraju lat dziecinnych…. Jako mała dziewczynka zostałam wywieziona do Kazachstanu, skąd na „białym koniu” generała Andersa dostałam się do Persji, gdzie wraz z innymi rodzinami uchodźców otrzymałam pomoc Szachin – Szacha Iranu, który zaopiekował się wynędzniałymi Polakami. Kolejnym etapem mojej tułaczki była właśnie Afryka – Uganda a później Kenia, z której to ocalona wraz z matką wróciłam do Polski.
[KM] - Przepraszam, a ile właściwie ma Pani lat?
[KJ-P] - (uśmiech) 40 lat + VAT + akcyza - uważam się za kobietę luksusową mogąc podróżować po całym świecie. A zasadą naszego uniwersytetu jest młodość ponad wszystko, dlatego wszystkie studentki UTW mają 40 lat + wat i mogą jeszcze bardzo wiele…
[KM] - A teraz standardowe pytanie na koniec. Co uważa Pani za swój największy sukces życiowy, a co za porażkę?
[KJ-P] - Największym moim sukcesem są dzieci, to, że mimo życiowych kłopotów udało mi się je dobrze wychować i rzetelnie wykształcić, ale oczywiście nie mogę ukryć, że jestem bardzo dumna z tego, że udało mi się powołać do życia UTW i sprawić, by tak prężnie działało.
[KM] - W takim razie druga część pytania…………
[KJ-P] - ………….. moje życie osobiste nie zawsze było usłane różami, musiałam bardzo wiele przejść, by być w takim punkcie, jakim jestem obecnie. Mam dobrego męża i udane życie osobiste, ale nie zawsze tak było. Moje poprzednie małżeństwa niestety się rozpadły. Pierwsze dostarczyło mi wiele bólu i gorzkich przeżyć, po których ciężko było mi się otrząsnąć. Obecny mąż okazał się tym jednym, jedynym, na którego warto było czekać.
[KM] - Czyli …warto poszukiwać miłości
[KJ-P] - Tak.
[KM] - Czy udzieliłaby Pani jakiejś rady kobietom, których życie osobiste się rozpadło i straciły jego sens?
[KJ-P] - Tak. Nigdy w żadnym wypadku nie należy się poddawać, każdy ma szanse na szczęście i trzeba o nie walczyć. Nikt nie powiedział, że wszystko ma nam przychodzić łatwo. Trzeba pamiętać, że przegrałyśmy tylko bitwę, a nie całą wojnę. Tak więc drogie Panie głowa do góry, każda ma szansę znaleźć swoją drugą połowę i swój cel w życiu, tylko musi uwierzyć w siebie.
[KM] - Dziękuje za rozmowę.
[KJ-P] - Dziękuję.
Rozmawiała Katarzyna Mochol
